• Wpisów:65
  • Średnio co: 42 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 22:58
  • Licznik odwiedzin:24 383 / 2774 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nic mi
a ciebie
nie więcej
bo bez

zamknij się w Niebie
niejasny jak noc

kiedyś mi w niebie
no właśnie
w nie -
tam śniły
korale sosen rozchwiane łąki
maki jak zboże
rozchłostane łany pól

i nic nie mówiło
mi ciszej
od deszczu
że kap kap

że głuchnę
że wchłania mnie sól


ostatni wpis: 360 dni temu.

Nic się u mnie nie zmienia.
Wciąż jestem nieogarnięta,
toczy mnie zło, przesiąka zgryzota,
perwersja własna dobija,
ludzie zasmucają.
 

 
Patrzę na mój poprzedni wpis, myśląc sobie po cichutku, że gorzej nie może być ze mną.
Mam też nadzieję, że rzeczywiście - nie będzie.

Zmieniam się w zgreda.
A kiedyś taka miła Kurtuazja wiła tu sobie gniazdko, kilka latek temu, było tu jakoś inaczej, a i ona milsza była i bardziej cyniczna, powiedziałabym.

Wszystkie piękne cechy mnie opuszczają.

Zielonym
mostkiem
tłuczesz
po
szybującej szybie
Nieba

niczego mi więcej
nie trzeba

Słucham bardzo rozkołysanych piosenek dzisiaj, bo jutro na zastępstwie mam fizykę.

Ładna dziś pogoda była, świat mrugał.
 

 
Żałośnie mi.
Wkurzało mnie - bo emocje świeże były, podsycane pks'owym pędem i oczekiwaniem na ten mój przystanek. Myślałam i myślałam, a nerwy me były napięte.
Teraz wszystko umilkło.
Tylko żal jakiś mnie czasem męczy, nic więcej.

Nie rozumiem, skądinąd, jak do tego doszło, że - chełpiąc się byciem fanami PinkFlojdów, znawcami kultury w jej boskim wszechmierze - żadne z nich nie widziało Ściany.
Inaczej - wiem, niektórzy doceniają. Znów generalizuję. A niektórzy. Nie widzieli, zobaczą, bo dotrą do tego. Widać po łoczach - doceniają, co doceniać trzeba. Mają szczerość serca niepucołowatą, o tak.

Z innej beki, muzycznej jednakże ciągle:
(Swoją drogą. Boli takie utożsamianie dziś muzyki z popularnością, potrzeba GŁOSZENIA tych swych, jakże to nietuzinkowych, muzycznych poglądów.)
Głośno wyrażać żal, że nie udało się usłyszeć - ach, och, Nirvany, kiedy nie potrafi się poprawnie przeczytać nazwiska się Jean-Michel Jarre'a czy wyśmiewa się kulturę i muzykę punk-rockową. Okej, przepraszam, zionę jadem. Mea culpa, okres toto.

Nie piszę tego wszystkiego, żeby zrugać jednych, a pochwalić drugich. Ludzie, młodzież czy dorośli, także dzieci, zawsze się z muzyką utożsamiali, jest to zresztą bardzo piękne zjawisko.
Zmierzam jednak do tego, że boli mnie ten powszechny dzisiaj szpan, to niby bezwiedne traktowanie o swych muzycznych gustach - o, jakże subtelnie - przypadkowo głośno, kiedy wokół - ach, niespodziewanie - stoi tylu ludzi.
__________________________________

Proszę o wybaczenie, ale miewam też gorsze dni, które (co, wiem, jest zaskoczeniem) nie mają nic wspólnego z moimi mdłymi sprawami sercowymi.

Chciałabym znajdować w świecie samą szczerość,
dwulicowość, obłuda i sztuczność zaczynają męczyć.
Z drugiej strony rozumiem oczywiście, jak wiele osób kieruje się strachem, samotnością czy niepewnością.
Boli natomiast obłuda pewnych, czujących się bezpiecznie w swoim środowisku, wolnych od trosk osób.


O tempora, o mores.
Szukam nauczyciela i mistrza
niech przywróci mi wzrok, słuch i mowę.
 

 
kolorovo-vaniliovo

kurczę, wiem, że popadam w jakąś psychodelę, a te moje pingerowe wpisy mają coraz to dziwniejszą narrację.

Ktoś
raz
stuka tu
mi tu
zastukał tak

jak ptak
dzięcioł ptak
dziób tu
tuli tam
stuk raz

ktoś coś
stukał
mi tak
raz na dwa
dwa na raz

Tak
łotr
Łotrze
mój

tak
- - .
 

 
Nastały dni nowe. Wszędzie mam to samo hasło, tylko nie tu, na starym, dobrym pingerze.

Robię okropne rzeczy. Pod pewnym względem tak samo okropne jak zawsze, jakoś jednak bardziej mnie to męczy.

Głupawki mię naszły jakieś, zaciągnęłam w interes brata i teraz jestem rozdarta,
bo wdarłam się - z brata pomocą - w czyjąś sferę 'osobistą' zupełnie niezamierzenie. Dziwaczności.

Ciągle kocham takiego jednego (*czytelniku możesz to pominąć*) kurde, oczy takie dobre miał, humor taki ludzki. Wysoki był i energiczny, kurna.

Jakoś tak mi tęskniąco i - na przemian - buntowniczo. Czasem śpiąco.

Żałośnie, no. Znowu Poświatowską czytam. Zgrzytam.

(*koniec*)

Tęsknię za bezstronnością, bezpieczeństwem i bezsłodyczem w żywocie moim, niegdyś lekkim i przyjemnym, dziś - żałośnie wręcz nikczemnym.

Inna sprawa, że jestem uzależniona od robienia NICZEGO w internecie.

Zeruję się okropnie.
Jak zejdę na minus, odezwę się.

Spodziewać się
Kurtuazyji zboczonej
i niereformowalnej do
kwadratu już niebawem.
 

 
XOXO
żal mi ludzi
niektórych
bo są tacy samotni
we własnych głowach
XOXO

/Idą Święta, jestem śnięta.
Wszystko staje na głowie.

Haha, poza mną oczywiście.

Pomału przestaję miewać sny.

Ciężko mi prowadzić logiczny wywód,
no ba! zdania nie umiem skleić bezproblemowo.

Wesołych Świąt,
Drodzy Ludzie z Internetu,
Wesołych Świąt, pingerze ;*
 

 
Może z innej beczki:
jedzenie rządzi.
I to w każdym możliwym znaczeniu.

Ja natomiast się staczam,
osiągam pomału dno,
tracę sensowność, krztynę człowieczeństwa, jaką miałam jeszcze niedawno.

Obawiam się, że wyzbywam się tego, co najpiękniejsze w dzieciństwie; za wcześnie, za głupio.

XOXO
und
enjoy
 

 
Zatem...
Ależ głupie słowo na rozpoczęcie monologu!
Hm .
Ostatni wpis: 270 dni temu o 11:20.

Co rzec?
Jestem daremna jak wcześniej, wciąż mam szesnaście lat, tyle że teraz do liceum uczęszczam i nie wiem, czy się śmiać czy płakać.

O szkole tylko kilka zdań, bo - z zasady - na więcej nie może zasłużyć. Soł... jest to moje lo miłym zaskoczeniem, naprawdę. Ludzie nawet sympatyczni, wuefista uroczy, wychowawca kochany. Pomijam rozwodzenie się na temat tego, że mam w klasie samych szóstkowiczów... Oo

KONIEC o szkole.

Żywot.

I w tej kwestii wiele zmian nie zaszło. Wciąż głupia jestem i z pieluch niewyrośnięta. Trochę z moimi nerwami gorzej, ale to też naturalne na tym etapie.

Faceci, szlag by ich. Mieszają mi w głowie i jestem z tego powodu i na siebie i na nich zła.
Ostatnio to w ogóle doświadczam paranoidalnych wizji, cierpień i konwulsji, gdyż zaczęłam wzdychać do mężczyzn w przedziale wiekowym 20 - 40 i nawet mnie to w sumie nie dziwi już... Że nie wspomnę o zadurzeniu (sic!) w **...
EDIT: czemu pinger łączy się z facebookiem?
Kiedyś było tu bardziej kameralnie./edit

Są jeszcze dawni koledzy, którzy pojawiają się i bezczelnie sobie chudną na moich oczach! aż żal

Grrrrr. Nienawidzę swojego Mózgu. Nie wiem, czemu go jeszcze przez duże M piszę.

______

Szukam szukam w głowie i nie znajduję powodu, dla którego opuściłam pingera na tak długo. Potrzebowałam chyba przerwy, żeby te moje cholerne emocje się kumulowały i teraz wybucham od środka i jest mi źle.

Witaj, Pingerze, witaj świecie. Żegnajcie troski!
 

 
Wszyscy są bardziej lub mniej bliscy śmierci.

Mój Ukochany jest wspaniałym mężczyzną. Założę się, że oczarowałby każdą kobietę na globie.

Mogłam Go podziwiać całkiem niedawno przez długi czas i do teraz mam problemy z oddychaniem.

Tak naprawdę to jest On człowiekiem cudownym, świetnym materiałem (ależ to brzmi) na przyjaciela, niespełnioną miłością Kurtuazji z podstawówki, do którego wciąż ma ona sentyment.

Teraz chwila tekstu właściwego szesnastolatce.
Ach! Ja naprawdę nie rozumiem, jak on może 'chodzić' z takimi typami. W ogóle idea posiadania chłopaków czy dziewczyn w gimnazjum zawsze wydawała mi się dziwna, ale bywają przyzwoite, fajne i niegłupie pary.
A On? Na Księżycu go nie chcieli?

Uh. Lubię Go i tak. Ma śliczne dłonie, lubi rozmawiać i w zasadzie to mnie nie zna. Ja jego też.

Haha! Ale się wykręciłam!

Tymczasem wszyscy są bardziej lub mniej bliscy śmierci.

To ciężka sprawa jest. Nie wiem.

Pozdrawiam
Jeśli Ktokolwiek Jeszczce Zagląda
Ulitujcie się nade mną
bo nic innego już nie podziała
 

 
Moje życie staje się monologiem.

Ale, dla odmiany i żeby nie było tak żałośnie,
mój monolog staje się życiem.
 

 
jeszcze jedno

_________________________________śnieg!__________


nie-chcę-dorastać!



__________________

ciastka
moczka
ciastka
moczka

womah!

jeść!

____________________________________________

śnieg!

____________________________________________

a w ogóle to dzisiaj odezwała się we mnie
Kurtuazja - Totalna Feministka.


enjoy
 

 
Nie znoszę moich nastoletnich problemów.
I tego, że czasem dobijają mnie tyle co te przewlekłe.

Serio, robię się głupia. Znaczy jeszcze bardziej.

Ciągle mi źle z tym cholernym dorastaniem. Od kiedy zauważyłam pierwszą rysę na szklanym posągu mojej rodziny (z zaostrzonymi kantami), a było to -hoho- lata temu (a taka stara to w końcu nie jestem), pokapowałam niejasno, że będzie coraz gorzej.

I co z tego, że mam wygodne buty, dobre wyniki w nauce, koleżnaki, które dwa miesiące na trzy się nie obrażają (i jest ok),
że mam wizje i marzenia,
slashe, książki, kartki i ołówki,
że lubię się uśmiechać.

Czuję, że przesrane to wszystko będzie już forever.

Nie lubię. Nie chcę. Smutno mi i obco.

Serio, w takich chwilach, co jest Irytujące i Męczące, dziewczyna odczuwa Silną potrzebę posiadania silnego, ciepłego (ślicznie umięśnionego) męskiego ramienia.

No i wiersze mnie na równi podnoszą na duchu i przygnębiają.

Ten jest kochany, ten rytm!

Walc

Już lustra dżwięk walca powoli obraca
I świecznik kołując odpływa w głąb sal.
I patrz: sto świeczników we mgłach się zatacza,
Sto luster odbija snujący się bal.

I pyły różowe jak płatki jabłoni,
I skry, słoneczniki chwiejących się trąb.
Rozpięte szeroko jak krzyże w agonii
Szkło ramion, czerń ramion, biel ramion i rąk.

I krążą w zmrużone swe oczy wpatrzeni,
A jedwab szeleści o nagość, ach cyt…
I pióra, i perły w huczącej przestrzeni,
I szepty, wołanie i zawrót, i rytm.

Rok dziewięćset dziesięć. Już biją zegary,
Lat cicho w klepsydrach przesącza się piach.
Aż przyjdzie czas gniewu, dopełnią się miary
I krzakiem ognistym śmierć stanie we drzwiach.

A gdzieś tam daleko poeta się rodzi.
Nie dla nich, nie dla nich napisze ich pieśń.
Do chat drogą mleczną noc letnia podchodzi
I psami w olszynach zanosi się wieś.

Choć nie ma go jeszcze i gdzieś kiedyś będzie,
Ty, piękna, nie wiedząc kołyszesz się z nim.
I będziesz tak tańczyć na zawsze w legendzie,
W ból wojen wplątana, w trzask bitew i dym.

To on, wynurzony z odmętu historii,
Tak szepce ci w ucho i mówi: no patrz.
A czoło ma w smutku, w dalekich lat glorii
I nie wiesz, czy śpiewa tak walc, czy twój płacz.

Stań tutaj przy oknie i uchyl zasłony,
W olśnieniu, widzeniu, na obcy spójrz świat.
Walc pełza tu liśćmi złotymi stłumiony
I w szyby zamiecią zimowy dmie wiatr.

Lodowe pole w brzasku żółtej zorzy
W nagle rozdartej nocy się otworzy,
Tłumy biegnące wśród śmiertelnej wrzawy,
Której nie słyszysz, odgadujesz z ust.

Do granic nieba sięgające pole
Wre morderstwami, krew śniegi rumieni,
Na ciała skrzepłe w spokoju kamieni
Dymiące słońce rzuca ranny kurz.

Jest rzeka na wpół lodami przykryta
1 niewolnicze na brzegach pochody,
Nad siną chmurę, ponad czarne wody
W czerwonym słońcu, błysk bata.

Tam, w tym pochodzie, w milczącym szeregu,
Patrz, to twój syn. Policzek przecięty
Krwawi, on idzie, małpio uśmiechnięty,
Krzycz! W niewolnictwie szczęśliwy.

Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica,
Za którą się uśmiech pogodny zaczyna,
1 mija tak człowiek, i już zapomina,
O co miał walczyć i po co.

Jest takie olśnienie w bydlęcym spokoju,
Gdy patrzy na chmury i gwiazdy, i zorze,
Choć inni umarli, on umrzeć nie może
I wtedy powoli umiera.

Zapomnij. Nic nie ma prócz jasnej tej sali
I walca, i kwiatów, i świateł, i ech.
Świeczników sto w lustrach kołysząc się pali,
I oczy, i usta, i wrzawa, i śmiech.

Naprawdę po ciebie nie sięga dłoń żadna,
Przed lustrem na palcach unosząc się stań.
Na dworze jutrzenka i gwiazda poranna,
I dzwonią wesoło dzwoneczki u sań.
(Warszawa, 1942)


buzi, właśnie pojawiły się (23:14) na horyzoncie moje nastoletnie problemy,
życzę każdemu Uśmiechu i Pogody Ducha i Wytrwałości.
 

 
::Nie czytaj, jeśliś wrażliwy na głupotę Kurtuazji::

Dobra. Kolejny wpis z serii: 'Powiedział mi cześć'
Nie, to nie ten sam gość co ostatnio
No ale, przechodząc do całego tego meritumusasu...

Aj low him.

Jej. Chyba zapadnę się pod ziemię. Jaki ten wpis jest... No, czyste zło to jest. I będzie. Nie czytajcie.

::Ach!:: <wzdycham>

nie, nie nadaję się do pisania.

Słuchajcie, najgorsze jest to, że moja familijo jakoś szczególnie nie lubi jego rodziny.
[Agrrh! piszę jak jakaś nawiedzona nastolatka]

Czyli, wiecie, czuję się prawie jak Julia. No, takie pół-Julii. Ona nie kochała idei i wizji tylko pełnokrwistego (?) Romea.

ta, śmiejcie się

Jestem Julią
i tak, czytałam Poświatowską
Kocham i nie jestem kochana
ale przecież wiecie
jak to bywa
Jestem Julią
mam piętnaście lat
co zmieni się już niebawem
Nie poznałam smaku miłości
Czekam

________________________________

Wiem. Milczcie, jeśli w ogóle do tego wyżej dotarliście, wiem. Serio, wiem.

Co jeszcze?
Chyba znowu się zaprzyjaźnię z pingerem.
Tak to jest jak się nie ma przyjaciół,
to na ich miejsce pinger wskakuje.

Ajć.

[Jestem nawiedzoną nastolatką...]

Żeby tylko się już nie pogrążać:

uściskam mocno
papunie
 

 
Tia. Nie było mię tu od 145 dni. Ładna liczba, ok.

Oczywiście nie przyjrzę się nawet Waszym wpisom ani nic, a jak się jednak przyjrzę, to i tak nic konstruktywnego bardziej lub mniej nie napiszę.

Zignorujcie mnie, znielubcie, nie przejmujcie się. Jedno mi. Mam dzisiaj zły dzień, który tak właściwie trwa już któryś miesiąc.

Serio, to jest Złe, ale moja skłonność do wypunktowywania pozornie nieodpunkciastego daje się we znaki. Otóż:

1. mamy ogromny rodzinny kryzys, taki przewlekły i działający źle również na stawy;

2. mam tyle nauki, wszyscy czegoś po mnie chcą, a ja po prostu nienawidzę, kiedy mówi mi się, że coś zrobiłam źle. No i głupnę. (ale do rana to ja nie kuję.)

3. Jestem takim stworzeniem, które Ten Z Góry bez sensu, z całym dla Niego szacunkiem, zaplanował. Nie nadaję się do życia w społeczeństwie, jestem totalnie aspołeczna, przy czym ludzi spoza domu jednak potrzebuję.

Ach, dopiszę potem, muszę wiać.

Niedobrze mi odpsychicznie. Serio, to wyżej to jeszcze nic. Ja się wyzyję na klawiaturze jeszcze.

Papa, i przepraszam, nie czytajcie mnie już ;p

EDIT: Serio, nie czytajcie.

EDIT2: Zanurzam się w mojej irytacji.
 

 
Chwało Nieba i Opoko Ziemi, Czy Coś...

Ludzie. Moi rodzice od początku, czyli od tych moich piętnastu lat, dom budują. I wiadomo, z forsą cienko, żeby ogrzewanie założyć więc cegły dumnie sobie na drugim końcu wsi stoją ;/

I na nic gadanie moje - odpuśćmy sobie wakacje w tym roku. O nie! Im nie wystarczy, że nas i siebie uszczęśliwili* trzema w przeciągu dwóch lat wyjazdami do Włoch. Nie! Oni chcą jechać i w tym roku.

Kocham ich dziwny optymizm, który okropnie rzadko okazują w okropnie nieodpowiednich chwilach.

Ale Zapieprzyli Mi Cały Plan. I sobie też.

Bo wiecie - Wakacje. Dwa miesiące.
Miałam wszystko zanotowane, plan idealny.

1. Nauka, żeby w trzeciej gimnazjum tak się nie męczyć, bo będą egzaminy i tu i w muzyku.
2. Książki. Ja mam Listę. Chciałam chociaż trochę ich wykreślić. Wiem, że na wyjezdnym też mogę czytać, ale: primo - rodzice na to krzywo patrzą, secundo - był plaaan, tertio - przy upale 50 stopni trudno się skupić.
3. Internet. WRAHHH! Tam nie będzie dostępu do sieci! Normalnie bym to przeżyła, ale Był Plan. Kilka for rpg zawalę. A w roku szkolnym na to czasu nie mam. I jeszcze ficki miałam czytać
4. Budowa. Dom. Przyszłość. My MIELIŚMY Mieć PLAN. Kurde. Ojciec by chodził po robocie robić, ja bym jakoś pomagała, mała nie jestem, brat też by się wysilił (yhy) i byłoby Coś. A tu NIC.

I oczywiście FORSA. Ja naprawdę rozumiem. Finanse itedepe. Bo wiecie, mio Madre (przez 'd'?) to, kiedy jest wkurzona czy coś, to się przede mną wyżala: powtarza mi po raz któryśtam, to, co mówiła ostatnio; skarży się na wszystkich i wszystko, a ja się serio, serio, naprawdę i zupełnie w wielu sprawach zgadzam, tylko, ach... Ona jest Subiektywna aż do przesady.
I, choć narzeka na niebudowanie i nicnierobienie z Domem, to forsę na wakacje siup. I teraz z Ojcem i Bratem siedzi i oglądają aparaty. Najlepiej takie z kamerą, dyskiem supercoś, z czymśtamświateł i każdym innym bajerem za megakasę. Spoko.

Mówiłam, że skoro w tym roku nigdzie nie jedziemy, aparat nam się nie przyda. Wcale. Pff.

I jeszcze - dostałam świstek na kasę. Za osiągnięcia czyjakośtak. I muszę wydać na określone produkty w określonym czasie i wtedy mi paragon w zielone zamienią.
Brat od razu, że mamy za to (i naszą gotówkę jeszcze) kupić aparat. I ja z wyższym argumentosem, że po co?
Chciałam kupić książki Nikomu się za bardzo ten pomysł nie spodobał. Ostatecznie 20% kasy w Empiku moge wydać. Błeee.

To jest nie w porządku.

Oni myślą, że tylko im będzie ciężko, jeśli nie zamieszkamy prędko w Nowej Chałupie? Niech sobie, kurczę, darują. Nie wiem jak Brachol, ale ja cierpieć będę. Własny pokój byłby dla mnie wybawieniem. Miałabym wszystko na swoim miejscu. Wszystko dla mnie. Nikt by mi nie psuł Planu.
I Rodzice pewno byliby bardziej z życia zadowoleni.
Bo Wakacje Wyjazdowe z nimi to w 50% nie relax tylko wrzaski, nerwy i marne próby koedukacji mnie i Brata z tubylcami.

Idę. Nerwy mi siadły.

* poprzednie wakacyje M. okupiła zdrowiem i naprawdę było cudownie, bo uparcie chciała jechać w tamtym roku przed operacją, a nie w następnym po.
Fajnie było. Wciskała nam lody i makarone pikantione a ona jadła suchary ledwo.

Adios!

EDIT: ten wpis jest tak durny, że chyba go skasuję. Stoi jeszcze na przypomnienie mojej głupoty.
 

 

..:::KAAAAAAAAAATAR:::..
 

 

Właśnie wypełniłam test na znajomość języka na stronie Uniwersytetu Śląskiego i wyszło mi <tamtaratatatamtaam!> B2 <!>

Oczywiście połowy odpowiedzi nie byłam pewna, a z dziesięć czy więcej to strzelałam. Jeednak czuję się usatysfakcjonowana
Jak za cztery czy ileś tam lat pójdę na studia, to jakoś sobie z językiem poradzę I hope ;p

Hefajstosie, jakie ja pierdoły ostatnio piszę.

to przez stres - w przyszłym tygodniu egzamin, a ja się -cholera!- jeszcze kataru, kaszlu i bólu gardła dorobiłam. Plus odcisk na śródstopiu kończyny dolnej lewej. I reumatyzm totalny.

Narzekam, jakby mi było osiemdziesiąt. Zgroza.

Adios, obiecuję więcej konstruktywności za dwa tygodnie.